Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2025

Tydzień czwarty: Zakaz orgazmu, reguły dotyku i wstyd

Czwarty tydzień to ten moment, kiedy już nie musi mnie rozumieć. Wystarczy, że ufa. Nie proszę go o nic – rozkazuję. Nie tłumaczę – daję znak. Nie kocham go w sposób, jaki znał wcześniej – kocham go przez ograniczenia , przez upokorzenia , przez prawa mojego ciała do jego ciała . Wprowadzenie zakazu W niedzielny wieczór, gdy spał, obudziłam go i powiedziałam tylko jedno zdanie: „Od teraz twoje orgazmy należą do mnie. Twój penis to mój przedmiot. Twoja przyjemność to mój wybór.” Nie zapytał o nic. Pokiwał głową. Dobrze wytrenowany piesek wie, że milczenie to złoto. Ale widziałam w jego oczach pytanie: „Na jak długo?” Nie odpowiedziałam. Bo odpowiedź nie istnieje. Zakaz nie ma końca – chyba że ja go zakończę. To jest lekcja. Nie tylko braku przyjemności – ale tego, że nie wszystko musi mieć koniec, wyjaśnienie, sens. Bo jestem kobietą, która nie potrzebuje się tłumaczyć. Reguły dotyku Ciało mężczyzny to ziemia, którą trzeba skolonizować. Wprowadziłam rygorystyczne zasady: Nie wol...

„Tydzień trzeci: Rytuały czystości i wdzięczności”

 Zaczęłam inaczej. Nie od kar. Od czystości . Nie chodzi tylko o ciało – chociaż to też. Chcę, żeby pachniał tak, jak ja zdecyduję. Żeby jego skóra była miękka, gładka, pozbawiona włosków. Żeby nie miał ani jednej nieposprzątanej myśli, ani jednej nieuzgodnionej potrzeby. Rytuał czystości jest fizyczny, psychiczny, emocjonalny. Całościowy. Rano: kąpiel na kolanach Każdego poranka, zanim w ogóle wypije wodę, prowadziłam go do łazienki. Siadał na zimnych kafelkach, naga pokora, spuszczony wzrok. Ja siadałam na stołku z wysokim oparciem – tak, jak Królowa. Bo nią jestem. Podawał mi gąbkę, a ja myłam mu ciało jak dziecku. Ale z milimetrową precyzją. Gdy zadrżał, uderzałam go delikatnie w kark. „Nie ruszaj się.” Ciało uległego nie należy do niego. Należy do mnie – i musi być traktowane jak dar, nie jak śmietnik emocji i napięć. Zawsze kończyło się tak samo: na kolanach, z rękami splecionymi na karku, szeptał trzy słowa: „Dziękuję, Pani.” Nie z obowiązku. Z głodu. Wdzięczność: no...

„Tydzień drugi: Chwiejność i żelazna ręka”

 Mężczyzna, który raz skosztował dyscypliny, zaczyna się zmieniać. Ale nie łudźmy się – to nie jest prosta linia. To fala. On raz klęka z pokorą, by następnego dnia wstać z cieniem dumy w oczach. I właśnie wtedy – potrzebuję być jeszcze twardsza. Tydzień zaczął się spokojnie. Wprowadziłam poranny rytuał ciszy . Gdy budzę się, on już czeka – nagi, z dziennikiem w rękach i świeżo przygotowaną kawą, zimną, bo nie wolno mu podgrzewać, dopóki nie otworzę ust. Cisza przedłuża się czasem do godziny. On klęczy w milczeniu, wpatrzony w podłogę. Czasem drży. I dobrze. Napięcie uczy go czujności. Ale we wtorek – złamał zasady. Przy śniadaniu, bez pozwolenia, zapytał: „Czy mogę dziś skrócić trening, bo mam ważny dzień w pracy?” Nie odpowiedziałam. Wstałam od stołu, chwyciłam go za włosy i zaprowadziłam do łazienki. Kazałam mu spojrzeć w lustro i powtórzyć trzydzieści razy: „Jej czas jest moim czasem. Jej wola jest moją.” A potem? Trening trwał dwa razy dłużej. System kar: zimno i ogień...