„Tydzień trzeci: Rytuały czystości i wdzięczności”
Zaczęłam inaczej. Nie od kar. Od czystości.
Nie chodzi tylko o ciało – chociaż to też. Chcę, żeby pachniał tak, jak ja zdecyduję. Żeby jego skóra była miękka, gładka, pozbawiona włosków. Żeby nie miał ani jednej nieposprzątanej myśli, ani jednej nieuzgodnionej potrzeby. Rytuał czystości jest fizyczny, psychiczny, emocjonalny. Całościowy.
Rano: kąpiel na kolanach
Każdego poranka, zanim w ogóle wypije wodę, prowadziłam go do łazienki. Siadał na zimnych kafelkach, naga pokora, spuszczony wzrok. Ja siadałam na stołku z wysokim oparciem – tak, jak Królowa. Bo nią jestem.
Podawał mi gąbkę, a ja myłam mu ciało jak dziecku. Ale z milimetrową precyzją. Gdy zadrżał, uderzałam go delikatnie w kark. „Nie ruszaj się.” Ciało uległego nie należy do niego. Należy do mnie – i musi być traktowane jak dar, nie jak śmietnik emocji i napięć.
Zawsze kończyło się tak samo: na kolanach, z rękami splecionymi na karku, szeptał trzy słowa:
„Dziękuję, Pani.”
Nie z obowiązku. Z głodu.
Wdzięczność: nowy obowiązek
Każdego dnia musiał zapisać w dzienniku pięć rzeczy, za które jest mi wdzięczny. I nie, nie mogły się powtarzać. Jeśli trzeciego dnia z rzędu napisałby „za to, że pozwoliłaś mi służyć” – dostałby chłostę.
Nie chodzi o puste słowa. Chodzi o świadome docenienie dominacji.
Przykłady z jego zapisków:
-
„Dziękuję, że dziś spojrzałaś na mnie, gdy mijałem Cię w korytarzu. Poczułem się istniejący.”
-
„Dziękuję, że ukarałaś mnie bez słowa. To było jak lustro – zobaczyłem siebie bez łaski.”
-
„Dziękuję, że nie pozwalasz mi się dotykać. To uczy mnie szacunku do Twojego ciała.”
Za każde pięć dobrze napisanych zdań dostawał prawo do przytulenia mojego uda. Nie mnie – nie ciała. Uda. Na dwadzieścia sekund.
Wieczór: oczyszczenie psychiczne
Codziennie, tuż przed snem, odbywał się nowy rytuał. W klęku, z zamkniętymi oczami, miał wypowiedzieć jedno swoje przewinienie z przeszłości. Coś z życia sprzed mnie. Przeprosić za nie – i oddać mi je, bym je spaliła symbolicznie w świecy.
Płakał przy czwartym wieczorze.
Powiedział:
„Kiedyś zdradziłem kobietę, która mnie kochała. Byłem tchórzem. I teraz nie chcę już być tym człowiekiem. Dlatego proszę – weź to ze mnie.”
Wzięłam. Patrzyłam, jak ogień pożera karteczkę, na której to zapisał. I wtedy pierwszy raz od tygodni – pozwoliłam mu usiąść obok mnie na kanapie.
Nie objęłam go. Nie głaskałam. Ale byłam. I to wystarczyło.
Komentarze
Prześlij komentarz