Tydzień czwarty: Zakaz orgazmu, reguły dotyku i wstyd
Czwarty tydzień to ten moment, kiedy już nie musi mnie rozumieć. Wystarczy, że ufa.
Nie proszę go o nic – rozkazuję.
Nie tłumaczę – daję znak.
Nie kocham go w sposób, jaki znał wcześniej – kocham go przez ograniczenia, przez upokorzenia, przez prawa mojego ciała do jego ciała.
Wprowadzenie zakazu
W niedzielny wieczór, gdy spał, obudziłam go i powiedziałam tylko jedno zdanie:
„Od teraz twoje orgazmy należą do mnie. Twój penis to mój przedmiot. Twoja przyjemność to mój wybór.”
Nie zapytał o nic. Pokiwał głową. Dobrze wytrenowany piesek wie, że milczenie to złoto. Ale widziałam w jego oczach pytanie: „Na jak długo?”
Nie odpowiedziałam. Bo odpowiedź nie istnieje. Zakaz nie ma końca – chyba że ja go zakończę. To jest lekcja.
Nie tylko braku przyjemności – ale tego, że nie wszystko musi mieć koniec, wyjaśnienie, sens.
Bo jestem kobietą, która nie potrzebuje się tłumaczyć.
Reguły dotyku
Ciało mężczyzny to ziemia, którą trzeba skolonizować.
Wprowadziłam rygorystyczne zasady:
-
Nie wolno mu dotykać swojego penisa. Ani do celów higienicznych, ani z ciekawości, ani nawet przypadkiem.
-
Codziennie rano i wieczorem musi zgłosić się na inspekcję.
-
Kiedy czuje podniecenie, musi to zapisać w dzienniku. Godzina, okoliczności, myśli, poziom napięcia.
-
Kiedy przekroczy trzy dni bez wpisu – ma obowiązek prosić o pozwolenie na upokorzenie. To nie pomyłka. On sam ma się domagać degradacji.
Pierwszy raz, gdy zadrżał pod moim wzrokiem, a ja uniosłam brew, przyznał:
„Myślałem dziś o Tobie, Pani, gdy czyściłem podłogę. Miałem erekcję.”
Nie zawstydziłam go.
Nie wyśmiałam.
Po prostu kazałam mu stanąć nago, z rękami z tyłu głowy, a potem przykleić do jąder zimną ściereczkę.
Po pięciu minutach był czysty – i zgaszony. Jak należy.
System liczenia dni bez wytrysku
Zaczęłam numerować jego dni:
-
Dzień 1 – zawstydzenie
-
Dzień 3 – pokora
-
Dzień 5 – frustracja
-
Dzień 7 – rozpacz i poddaństwo
Osiągnęliśmy dzień 9, kiedy przestał myśleć o orgazmie. Jego umysł przeszedł na nowy tor. Każda forma dotyku – nawet czyszczenie moich butów – stawała się dla niego namiastką ekstazy.
Tylko że ekstaza bez spełnienia to najlepsze narzędzie władzy.
Rytuał wstydu
W piątek przygotowałam mu niespodziankę.
Zasłoniłam oczy i kazałam mu wejść do mojego gabinetu. Tam czekało na niego krzesło bez oparcia. Na podłodze rozłożyłam lustra – tak, by mógł widzieć siebie z każdej strony.
Kiedy usiadł – całkowicie nagi – odczytałam na głos jego notatki z dziennika. Każdą chwilę, kiedy myślał o masturbacji, o seksie, o moim zapachu, o moich pończochach.
Jego twarz płonęła.
Nie z pożądania.
Z wstydu.
I właśnie o to chodziło.
Wstyd to lustro duszy. A ja potrzebuję znać ją lepiej niż on sam.
Po wszystkim pocałowałam go w czoło.
Nie dla czułości – dla podkreślenia kontrastu.
Bo władza działa najpełniej, gdy w jednej dłoni trzymam pejcz, a w drugiej – palec do pocałunku.
Wnioski
Ten tydzień nie był brutalny. Był wyrafinowany.
I właśnie to boli najbardziej – że dominacja to nie krzyk. To szept, który wbija się głębiej niż rozkaz.
To patrzenie bez dotyku.
To dotyk bez końca.
To rozkosz, której nigdy nie będzie – a która wypełnia każdy dzień.
Komentarze
Prześlij komentarz